Fuck skinny, get fit!

Fuck skinny, get fit!

poniedziałek, 30 listopada 2015

OD KSIĘGOWEJ DO GWIAZDY FITNESS!!!


Czas na relację VIII Zawodów Kulturystycznych i Fitness okiem całkiem zwykłej exKsięgowej, która ot tak postanowiła pouśmiechać się w blasku fleszy do fotoreporterów, z braku laku w weekend trzeba przecież coś porobić!
Mój Debiutancki występ w Zawodach, mimo zajęcia 7 miejsca i nie dostania się do finału, uważam za udany. Czemu? Bo miałam na tyle odwagi, by stanąć w szeregi z naprawdę zawodowymi dziewczynami, które prócz cudownych profesjonalnych sylwetek (jezuu ile ja się pięknych pup naoglądałam!) mają też coś czego ja póki co nie posiadam, a mianowicie: ogładę sceniczną. Tak profesjonalnie wygięta jak te ślicznoty to ja jeszcze nigdy nie byłam i podejrzewam, że jak spróbuje to już się nie odegnę w drugą stronę! Pozowanie bardzo zaważyło na oceanach sędziów i mimo, uważam nieskromnie naprawdę dobrej formy nie potrafiłam jej należycie wyeksponować.
Druga sprawa to, jak już wspominałam w innym poście, błąd w wyborze kategorii. Myślałam, że na kategorię bikini fitness jestem porostu za duża… uwierzcie mi, że zmieniłam zdanie w sekundę, gdy zobaczyłam naprawdę pięknie zbudowane, posiadające dużo więcej mięśni zawodniczki z mojej kategorii fitness sylwetkowego. Mimo ładnie wyhodowanego już mięsiwa, przy tych Divach wyglądałam jak drobniutka Kobietka!
Cóż… mądra Polka po szkodzie, teraz wiem czego się na przyszłość wystrzegać! No właśnie… Na przyszłość… Duże grono osób, których zdanie bardzo szanuję namawia mnie, bym wystartowała ponownie w październiku na Mistrzostwach Polski, ale tym razem dużo mądrzejsza, mniej zestresowana i jako bikiniara. Jak się do tego ustosunkowuję? Z jednej strony czuję niedosyt, a łącząc to z moim walecznym serduchem i pociągiem do rywalizacji, gdzieś tam kiełkuje myśl o spróbowaniu ponownie. Z drugiej strony jak sobie przypomnę te kilka miesięcy restrykcyjnej diety, treningów dwa razy dziennie i co najgorsze: ostatni decydujący przemorderczy tydzień, to zaczyna pojawiać mi się przed oczyma duży znak STOP!
Czemu „STOP”? Bo takie zawody nie mają niestety nic wspólnego ze zdrowiem i zdrowego stylu życia propagować nie mogą…
W ostatnich postach często podkreślałam jak bardzo zmęczona jestem.
Organizm został umęczony totalnym odwodnieniem, długotrwałym wysiłkiem fizycznym i manipulacjami w diecie.
Wszystko zaczyna się na około 2 miesiące przed startem… Ja formę staram się trzymać zawsze na wysokim poziomie, więc dwa miesiące przygotowań mi wystarczyły. Punkt numer jeden, podstawowa sprawa to trzymanie czyściuteńkiej michy co do grama, nie ma, ze lato, nie ma, że kobieta, nie ma że te „gorsze dni”, zakazany był nawet mały grzeszek!
Do tego doszła duża intensyfikacja treningów – dzień w dzień bieganie na czczo 45 min, a wieczorem drugi trening w postaci treningu siłowego i kolejnych aerobów 45 min. Głowa nie raz mówiła „nie”, serce krzyczało „trzymaj się”, a że serce mam ogromne i na tyle uparte, że zawsze góruje nad głową to brnęłam w tym wszystkim mimo ogromu pokus i nieraz gorszych dni.
Najcięższe jednak było dla mnie przetrwanie ostatniego tygodnia… Każdy, kto nie przygotowywał się do takich zawodów, nie jest w stanie wyobrazić Sobie jak organizm reaguje na manipulacje nim w ostatnim tygodniu!
Na 6 dni przed zawodami musiałam wypić 10 litrów wody, butelka w ręku non stop, człowiek jest ubezwłasnowolniony bo co 10 min musi korzystać z toalety. Do tego dochodzi totalne odcięcie węglowodanów czyli energetyka, a dochodzi intensywny trening obwodowy + jeszcze więcej aerobów.
Kolejne 2 dni to 8 litrów wody dziennie, nadal dieta tylko białkowa i bardzo dużo wysiłku. Czy wiecie, że wypijanie takich dużych ilości wody jest niebezpieczne? Nie mówię tu już o tym dyskomforcie bycia niewolnicą toalety, tylko o mdłościach, zaburzeniach równowagi, osłabnięciach. Z racji wykonywanego zawodu bardzo często dźwigam ciężary (choćby żeby podać je klientowi) oraz prowadzę zajęcia grupowe. Tego tygodnia na zajęciach grupowych, kiedy skakałam razem z dziewczynami, aby je zmobilizować, pierwszy raz w życiu poczułam, że za chwilę zemdleję. Zimy dreszcz, czarno przed oczyma, zabujało się porządnie… lecę! Wtedy przeraziłam się nie na żarty, bo ja, z natury bardzo silna i wytrzymała Baba miałam zemdleć przy głupich podskokach!
Kolejne dni to obcięcie totalnie soli, kręcenie jeszcze większej ilości aerobów, gdy widzisz, że sylwetka nie wysycha dostatecznie dobrze i obcinanie wody kolejno na 6 litrów, 4 litry i ostatniego dnia przed zawodami 2 litry, aby na około 12 godzin przed zawodami odciąć wodę totalnie.
Wiecie, co to za uczucie gdy człowiek jest tak wyschnięty, że umycie zębów i przepłukanie pasty wodą jest Twoim największym marzeniem? Ja nie wytrzymałam… Tak bardzo pragnęłam wody, że kiedy wstałam rano na kilka godzin przed zawodami musiałam choć przez chwilę wziąć do buzi kostkę lodu, by zabić ogromne pragnienie, a przede wszystkim uspokoić psychikę, bo ta była na skraju poddania się.
Pieprzę to! – myślałam w głębi duszy, sobota rano była istną huśtawka nastroju, od ogromnego stresu, po panikę kończąc na złości na samą siebie, że sama się w to wpakowałam. Ta księgowa jeszcze we mnie czasem drzemie, bo jak tylko pomyślałam, że ja, Sandra mam stanąć za kilka godzin na scenie, gdzie patrzeć na mnie będzie tyle setek osób, gdzie liczą na mnie moi bliscy,strach mnie wręcz paraliżował, a takie ilości kortyzolu powodowały mega mdłości. Cóż… Mówi się, że pierwsze razy są najtrudniejsze!
I teraz najważniejsze pytanie? Czy warto było? Warto. Z jednego choćby cholernie ważnego powodu. Teraz jestem jeszcze silniejsza, jeszcze bardziej głodna sukcesu i jeszcze bardziej świadoma, że jak chcieć to móc!
Kochane, każda z Nas, niezależnie czy jesteś sprzedawcą, urzędniczką, Mamą, telefonistą, KAŻDA z Nas może poczuć się przez chwilę jak Gwiazda stając w szranki na jednej scenie wraz z zawodowcami! Mówisz: ja nie mam warunków, nie mam specjalistów którzy mną pokierują… Warunki można zrobić, Twoim orężem będzie dieta i trening. Będziesz walczyć tak długo aż wygrasz walkę z Samą Sobą. Nie masz Specjalistów? A ja mam? Nie, a bawię się Świetnie i już nie mogę doczekać się kolejnego wyzwania! Mistrzostwa Polski w październiku? Mmm… kto wie…  Fighterki tak mają, lubią powalczyć.
Przegrana? Każda mała przegrana to nie klęska…To tylko mój przystanek, przystanek do zwycięstwa!
Wygrzebuję ostatnią łyżeczkę nutelli i kończę pościora, Wasze zdróweczko!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz