Fuck skinny, get fit!

Fuck skinny, get fit!

piątek, 9 maja 2014

BO MAŁE GRZESZKI SIĘ NIE LICZĄ ;)

 
                                                                                 Dieta dietą, ale Siostrze mam odmówić? Pora na mój cotygodniowy cheat meal! A Wy drogie Panie pozwalacie sobie raz na jakiś czas na mały grzeszek? Z pewnością większość z Was odchudzających się, trzymających dietkę, miało ochotę na „małe co nieco” w trakcie stosowania diety o obniżonej kaloryczności, która nie zezwalała na zjedzenie wszystkiego, na co masz ochotę. Tutaj właśnie pojawia się mój ukochany cheat meal, którego zastosowanie może nam przynieść wymierne korzyści! Myślisz cheat meal i zaczynasz obawiać się odstępstw od diety z uwagi na strach przed zaprzepaszczeniem efektów dotychczasowej pracy. Wiadomo też jak duże mamy obciążenie psychicznie, które towarzyszy byciu na ciągłej diecie, co z kolei odbija się na innych elementach naszego życia. A wygłodniała Baba = zła Baba! nooo dobra, a co dobrego jest w takim małym grzeszku? Teraz trochę naukowych faktów i profesjonalych nazewnictw!
 

Zastosowanie posiłku oszukanego ma ważny wpływ na hormony,bo stymuluje je do intensywnych zmian w organizmie. Czołową rolę odgrywają tutaj przede wszystkim: insulina, leptyna, hormony tarczycy oraz grelina. Każde z nich odpowiada za różne funkcje, lecz łączy je więź z metabolizmem składników odżywczych oraz ich transportem. Okresowo podwyższona ilość kalorii wypełni nasze ciało składnikami odżywczymi, zahamuje apetyt i przyspieszy na nowo metabolizm spoczynkowy. Pojedynczy cheat meal nie jest w stanie wpłynąć na poziom leptyny, czyli tzw. hormonu tkanki tłuszczowej, który odgrywa ogromną rolę w regulacji metabolizmu. To samo tyczy się greliny, która odpowiada za poziom zużytej i magazynowanej energii. Moje zdanie jest takie, że po kilkutygodniowym okresie przebywania na ścisłej diecie, poziom tych obu hormonów jest już na odpowiednim poziomie, warunkującym spalanie tłuszczu więc w tym momencie możemy sobie pozwolić na cheat meal.
 

A co z psychiką głodnych złych Bab? Tutaj również działanie posiłku oszukanego daje doskonały efekt w postaci polepszenia nastroju i zmniejszenie napięcia emocjonalnego związanego ze stosowaniem ścisłej diety(oj a napięcie jest!) – to chyba największa zaleta tej techniki! Zakazana pyszność na talerzu = lepsze samopoczucie i nastrój, stan często określany mianem „euforii”, taki gastronomiczny orgazm!
 

Skoro przyzwolenie jest to jak wygląda posiłek oszukany w praktyce? Posiłek taki powinien mieć miejsce raz w tygodniu lub raz na dwa tygodnie i nie powinien być on posiłkiem zaczynającym czy kończącym dzień. Najkorzystniej jest spożyć go w środku dnia. Nasze poczynania i postanowienia dietetyczne pozostają bez zmian! W ciągu dnia jemy normalnie, przed oszukanym posiłkiem nie zmniejszamy kaloryczności diety. Dzięki temu nie będziemy się czuli zbyt głodni, co pozwoli nam na zjedzenie mniejszej porcji. Po posiłku oszukanym jemy dopiero, gdy poczujemy głód. Następnego dnia musimy się liczyć ze wzrostem cyferek na wadze, lecz nie ma powodów do paniki! Jest to tylko woda, która nagromadziła się przez zwiększoną ilość węglowodanów prostych w diecie. Za dzień lub dwa wszystko wróci do normy, a trzeciego dnia będziecie mile zaskoczone. Mimo dużej krytyki, posiłek oszukany zyskuje coraz większą popularność. I nie powinno to nikogo dziwić. Dieta, która zawsze kojarzona była z „torturami” i wyrzeczeniami, w końcu wydaje się nie być taka straszna i o wiele prostsza w utrzymaniu.
 

Odejście od diety w ramach jednego posiłku nie przeszkodzi, a może nawet pomóc. Jednak by tak się stało, musimy zachować rozsądek i nie przejść na ciemną stronę mocy obżarstwa rozochocone cheat mealem! Podsumowując, podpisuję się obiema rąsiami pod tym, że posiłek oszukany może być magicznym środkiem na monotonię diety, lecz niestety nie dla wszystkich. Osoby posiadające słabszą wolę powinny przestrzegać standardowych zaleceń i unikać „podjadania” bo może się to skończyć wielkim obżarstwem… Ja do słabych nie należę i czasem sobie pozwalam,a co! Teraz już jako najedzone, łagodne Babsko zamykam monolog :) be strong!

1 komentarz:

  1. Ja raz na jakiś czas pozwalam sobie na jakieś grzechy, ale bardzo rzadko. Później mam za duże wyrzuty sumienia! Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń